Innsbruck na wiosnę? Czemu nie? 

To piękne miasto w austriackim Tyrolu jest atrakcyjne przez cały rok. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. W stolicy Tyrolu mieszka około 130 tysięcy ludzi. Przez miasto przepływa rzeka Inn, a w okolicznych górach Karwendel ma swoje źródło rzeka Izara, nad którą leży Monachium. Lotnisko w Innsbrucku wymaga sporych umiejętności od pilotów, ponieważ położone jest w kotlinie górskiej. 

Z Monachium do Innsbrucka najtaniej pojechać pociągiem Regio, bo wtedy możemy skorzystać z biletu Werdenfels + Innsbruck za 30 euro tam i z powrotem. Trzygodzinną podróż wynagradzają nam przepiękne widoki za oknem. Wspaniałe Alpy z ośnieżonymi szczytami, zielone doliny i pola uprawne. Ten widok koi nerwy i pozwala zapomnieć o wszystkich burzach dziejących się w Europie. Już na dworcu wita nas z daleka przepiękna skocznia narciarska Bergisel. 

Potem może być tylko lepiej. 

Skocznia powstała w 1927 roku. Dwukrotnie zapłonął tu znicz olimpijski, ponieważ Innsbruck był dwa razy organizatorem Zimowych Igrzysk Olimpijskich, w 1964 i w 1976r. Skocznia przechodziła różne koleje losu. Ostateczna wersja pochodzi z 2002 roku. Jest to projekt Irakijki, Zahy Hadid. Uznana architektka pracująca w Wielkiej Brytanii pięknie wkomponowała obiekt w otaczającą go przyrodę. Na górze znajduje się restauracja i taras widokowy Bergisel Sky, skąd roztacza się wspaniały widok na okolicę. 

Na tym obiekcie odbywa się zawsze trzeci w kolejności turniej 4 Skoczni. Bergisel ma bardzo charakterystyczny wygląd-wybieg jest skierowany ku górze, co pozwala skoczkom szybciej zahamować. Zastosowano takie rozwiązanie, ponieważ zaraz za trybunami znajduje się cmentarz i nie można było zorganizować tego inaczej. Ciekawostką jest także fakt, że wewnątrz góry, na której znajduje się skocznia biegnie autostrada. 

A teraz już czas wejść do miasta. 

Zmierzając na stare miasto przez Bozner Platz mijamy fontannę, która upamiętnia zjednoczenie Austrii i Tyrolu. Miało to miejsce w 1363 roku. W 500. rocznicę powstał pomnik zjednoczenia. Dużo tu symboli. Jest austriacki lew i tyrolski orzeł. Z wysokiej kolumny spogląda arcyksiążę Rudolf, syn cesarza Austrii Franciszka Józefa i cesarzowej Sisi. Wygląda jak rycerz. Ma na sobie zbroję, płaszcz książęcy, a w ręku dzierży miecz. Następca austriackiego tronu przyjechał osobiście na uroczystości odsłonięcia pomnika. Dla mnie arcyksiążę Rudolf zawsze będzie miał twarz Omara Sharifa, który wcielił się w jego postać w filmie „Mayerling” w reżyserii Terenca Younga. 

Reprezentacyjną ulicą w Innsbrucku jest Maria Theresien Strasse. Od 2009 roku to deptak miejski. To tu są najlepsze, w znaczeniu najdroższe, sklepy i galerie. Przepiękne kamienice. Tu znajdują się liczne restauracje i knajpki. Miejsce gwarne i zatłoczone. 

Mniej więcej do 10.00 deptak jest zajęty przez liczne samochody dostawcze, które potem znikają i zostają tylko turyści. 

Pierwsza rzecz, jaka rzuca nam się w oczy to wysoka kolumna, na szczycie której widzimy postać Matki Boskiej. Dlaczego więc w przewodniku jest to kolumna św. Anny? 

Bo kolumnę konsekrowano w dniu imienin św. Anny-26 lipca 1706 roku. Powstała na okoliczność uwolnienia Tyrolu spod panowania bawarskiego. Góruje nad całym deptakiem, na którym panuje radosny nastrój bezmaseczkowy.  

Wmieszajmy się zatem w tłum i podążajmy w stronę kolejnych zabytków. 

Mijamy stary ratusz miejski z wieżą, na szczycie której mamy punkt widokowy. 

Od tego punktu dzielą nas tylko 133 schody. I tu mój zapał do oglądania panoramy miasta się kończy. Wyrzucam sobie oczywiście, że jestem leniem, ale tylko przez chwilę, bo moją uwagę przykuwa budynek ze złotym dachem. Ten obiekt cieszy się wielkim zainteresowaniem turystów-fotografów. I nie są to wcale Japończycy.  

Goldenes Dachl zasługuje na uwagę. 

Budynek powstał na początku XV wieku dzięki inicjatywie arcyksięcia Fryderyka IV zwanego „z pustymi kieszeniami” i finansowemu wsparciu jego syna Zygmunta „zasobnego w monety”, jako rezydencja władców Tyrolu. Ale crème de la crème tej budowli to loggia z 1493 roku, którą zlecił dobudować cesarz Maksymilian I dla podkreślenia swojego statusu materialnego. Powstała z okazji jego ślubu z córką księcia Mediolanu Bianką Marią Sforzą. Loggia ma dach pokryty 2657 złoconymi dachówkami. Stąd cesarz i jego dwór i podziwiali festiwale, turnieje i inne wydarzenia dziejące się na placu poniżej. 

Drzewo genealogiczne Maksymiliana I pokazuje nam, że żoną jego wnuka Ferdynanda I była Anna Jagiellonka, córka królewicza polskiego Władysława II Jagiellończyka, króla Czech i Węgier. Był on synem króla polskiego Kazimierza Jagiellończyka i Elżbiety Rakuszanki. Taki polski akcent. 

Wewnątrz budynku jest muzeum Maximilianum i Archiwum Miejskie Innsbrucka. Przy wejściu mamy bardzo ciekawy kranik z podobno najlepszą alpejską wodą pitną. 

Tyrolczycy są dumni ze swojego „Dachla”. Podczas prac konserwatorskich w loggii odkryto taki napis: ”Wykorzystaj każdą chwilę, nie przegap w życiu żadnego tańca, nie możesz ze sobą niczego zabrać”. 

Tak więc: „Carpe diem”! Czeka na nas Hofburg. 

Nie jest oczywiście tak imponujący jak ten wiedeński, ale też trzeba przyznać, że od czasu przejęcia go przez Habsburgów z Wiednia różni władcy lub członkowie ich rodzin raczej tu pomieszkiwali niż mieszkali. Zamek stał się prawdziwą rezydencją, gdy cesarzowa Maria Theresia zarządziła, w XVIII wieku, wielką przebudowę w stylu wiedeńskiego rokoko. Ciekawe, że cesarzowa odwiedziła pałac tylko dwukrotnie. Przejazdem w 1739 roku i potem w 1765 roku, gdy przyjechała tu na ślub swojego syna Leopolda II z hiszpańską księżniczką Marią Ludovicą. To było „skromne przyjęcie”, z dala od Wiednia dla 450 gości. Trwało dwa tygodnie. Odbywały się wtedy spektakle teatralne, operowe, bale i zawody strzeleckie. Miejscowi chłopi też mogli się cieszyć szczęściem państwa młodych dostarczając, pomimo ogólnie panującej tu biedy, różne produkty spożywcze pod groźbą surowych kar. 

W dwunastym dniu zabawy nastąpił tragiczny wypadek. Na zawał serca zmarł mąż cesarzowej Marii Theresii Franciszek Stefan Lotaryński. Pokój, w którym miało miejsce to smutne zdarzenie został zamieniony na kaplicę pałacową. 

A cesarzowa Maria Theresia już do końca życia występowała tylko w czarnych strojach. 

W czasie zwiedzania czeka na nas Galeria Portretów znanych przedstawicieli dynastii Habsburgów. Ja wybrałam portrety dwóch par: 

Najsłynniejsza para Austrii: cesarz Franciszek Józef i cesarzowa Elżbieta Bawarska, czyli Sisi na najbardziej chyba znanym obrazie Winterhaltera. 

Druga para ma chyba najsmutniejszą historię. To królowa Francji Maria Antonina, córka cesarzowej Marii Theresii i jej mąż Ludwik XVI, którzy w okrutny sposób stracili głowy w czasie Rewolucji Francuskiej. 

A potem zaczął się problem. Okazało się, że w pałacu jest zakaz fotografowania. Od razu przyszła mi do głowy zasada Szwejka, „że nie wolno, ale można”. Przyszła głównie z przekory, bo już przy kasie okazało się, że audioguidy są chwilowo niedostępne. A teraz to. Ale oczywiście pan Internet wybawił mnie z kłopotu, ponieważ tę zasadę stosował nie tylko Szwejk. 

A jest co fotografować! Najpiękniejsza jest oczywiście Riesensaal, czyli Wielka Sala, w której znajdziemy portrety rodziny Marii Teresy. Biorąc pod uwagę, że cesarzowa miała szesnaścioro dzieci to sala jest potężnych rozmiarów, bo ma 31 metrów długości. 

Wielkie wrażenie oprócz portretów robią wspaniałe freski na suficie i ogromne żyrandole. A potem trafiamy do apartamentów cesarzowej Sisi, która była w Innsbrucku ledwie parokrotnie. Wolała pobliskie Merano. Częściej bywał tu cesarz Franciszek Józef, który lubił te strony. Sisi miała tu piękny błękitny pokój do pisania listów, turkusową sypialnię i różowy buduar. Widać, że ktoś bardzo zadbał o to, aby cesarzowa czuła się tu dobrze. I chyba wiemy kto. 

To tu, w pałacu w Innsbrucku mała Sisi spotkała po raz pierwszy braci Habsburgów, Franciszka Józefa, który wcale nie zwrócił na swoją przyszłą żonę uwagi i Karola Ludwika, który z kolei zakochał się w Sisi od pierwszego wejrzenia. I właśnie on, po latach, zlecił przygotowanie w Hofburgu w Innsbrucku apartamentów dla swojej bratowej i nawet je zaprojektował. 

Jeannine Meighörner napisała książkę pod tytułem „Sisi w Tyrolu”, która przedstawia wizytę cesarzowej Elżbiety w Innsbrucku. Wydarzenia te opisane są z punktu widzenia mieszkańców miasta. Książka zebrała tyle samo dobrych co i złych recenzji, ale na pewno przybliża nam postać Sisi. W pewnym momencie opowiada o tym jak Sisi z towarzyszkami wybrała się do Hofkirche. Wybrałam się i ja. Kościół mieści się po sąsiedzku, a wchodzi się do niego przez wejście do Muzeum Tyrolu. I naprawdę warto się tam znaleźć. 

Znajduje się tu nagrobek cesarza Maksymiliana I. Właściwie jest to cenotaf, bo ciało cesarza spoczęło w Wiedniu. Ale to miejsce naprawdę robi wrażenie. Kiedyś mieszkali tu franciszkanie, dlatego możemy podziwiać wspaniałe krużganki. 

Hofkirche, czyli kościół dworski w niektórych źródłach nosi nazwę Schwarzmänderkirche, czyli Kościół Czarnych Figur.  

Wokół nagrobka władcy, którego postać klęczy, modląc się na nagrobku, stoi  armia posągów. 28 ponadnaturalnie dużych figur. Są tu królowie i królowe, postacie mityczne, rodzina. Wszystkie wykonane są z brązu. Strażnicy grobu. Drużyna Pierścienia? 

To król Artur z Anglii. 

A tu oprócz wspaniałej zbroi rycerskiej zauważyłam ciekawy wąsik. Średniowieczny elegant? 

Tutaj pochowany jest Andreas Hofer, tyrolski bohater narodowy, który zasłynął w walkach przeciw Bawarczykom i  Francuzom w czasie wojen napoleońskich. 

Warto zajrzeć również do Srebrnej Kaplicy znajdującej się obok, gdzie spoczęły doczesne szczątki arcyksięcia Ferdynanda II i jego żony Filipiny Welser. 

Na zakończenie zwiedzania można jeszcze obejrzeć ciekawą prezentację o życiu cesarza Maksymiliana I. 

Po wyczerpujących peregrynacjach musiałam zaczerpnąć trochę energii, Do wyboru były dwa miejsca: 

Sachera zostawiłam sobie w odwodzie. Może kiedyś w Wiedniu? Lub w Salzburgu? 

Café – Bar „Dom”, czyli Katedra 

Apfelstrudel z bitą śmietaną smakował wyśmienicie. 

Na końcu uliczki, po prawej stronie czekała na mnie Katedra św. Jakuba. 

Późny barok – mówi przewodnik. Wnętrze świątyni robi wrażenie swoją wielkością. W ołtarzu głównym powinnam spotkać obraz Lukasa Cranacha Starszego Matka Boska Wspomożenia Wiernych, ale chyba musiałyśmy się rozminąć, bo stała tam figura Chrystusa Zmartwychwstałego. 

Wnętrze bogate w marmury, rzeźbienia, malowidła. Kościół jest bardzo jasny w środku. Jak ktoś to ładnie ujął „świetny plac zabaw dla fotografów”. 

W bocznej nawie jest grób arcyksięcia Maksymiliana III Habsburga z XVII wieku. Był wielkim mistrzem Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie. Zanim jednak został mistrzem krzyżackim był, w 1586 roku, jednym z czterech habsburskich pretendentów do tronu polskiego, po śmierci Stefana Batorego. Jego głównym rywalem został królewicz Zygmunt III Waza, syn Katarzyny Jagiellonki i króla szwedzkiego Jana III Wazy. Obaj zostali ogłoszeni królami Polski przez sprzyjające im stronnictwa. Obaj zaprzysięgli pacta conventa. Maksymilian III próbował triumfalnie wjechać do Krakowa. Nie udało mu się to i wycofał się na Śląsk. Wtedy do akcji wkroczył  hetman wielki koronny Jan Zamoyski, zwolennik Zygmunta III Wazy. Maksymilian III zebrał straszne baty od Zamoyskiego w bitwie pod Byczyną w styczniu 1588 roku. Stał się jeńcem hetmana, który w stosunku do niego zachował się „po pańsku”: zaprosił go do Zamościa, Maksymilian został chrzestnym córki Zamoyskiego. Kiedy jednak arcyksiążę zaczął sprawiać kłopoty, Zamoyski uwięził go na zamku w Krasnymstawie. Odzyskał wolność dopiero w 1589 roku po podpisaniu traktatu bytomsko-będzińskiego. Maksymilian, na mocy tego porozumienia miał zrzec się tytułu króla Polski. Uczynił to dopiero 10 lat później. 

Bardzo cenne eksponaty zostały zgromadzone w Muzeum Sztuki Ludowej Tyrolu. Tyrolu, czyli czego? 

Znamy tę nazwę, Bawarczycy chętnie pokazują swoje przywiązanie do Südtirol, bo nigdzie Alpy nie są tak piękne jak tam. Niektórzy uważają nawet, że ta część Tyrolu wystarczy za cały świat. 

Tyrol to region geograficzny, historyczny i etnograficzny w północnych Włoszech i zachodniej Austrii, graniczący z Niemcami i Szwajcarią. 

Tyrol Północny i Tyrol Wschodni leży w granicach Austrii a mieszkający tam ludzie mówią tyrolskim dialektem języka niemieckiego. 

Tyrol Południowy i Trydent, w dolinie Adygi to część Włoch, Region Autonomiczny Trydent-Górna Adyga./ wł. Trentino- Alto Adige,niem.Trentino-Südtirol/ 

Muzeum nazywa się: 

Tuż przy wejściu wita nas postać … Lucyfera. To kostium teatralny z II połowy XVIII wieku. 

A potem jest już tylko lepiej. W poszczególnych salach mamy różne przedmioty codziennego użytku, służące do pracy, modlitwy i do zabawy. Ale zacznę od rzeczy, która urzekła mnie tu szczególnie. Występuje w różnych odsłonach i kolorach. Kojarzy się z ciepłem i jedzeniem. Piec kaflowy i kuchnia. 

Szczególną rolę wśród mieszkańców  Południowego Tyrolu odgrywał saltner. Postać związana z uprawą winorośli na tym terenie. 

Był to zawód zaufania publicznego. Zajmował się ochroną winnic przed ptakami i złodziejami. Strażnikiem winnicy mógł zostać tylko kawaler o nieposzlakowanej opinii. Zatrudniano go, gdy zaczynały się zbiory w winnicach. Miał wzbudzać strach, a na pewno respekt. Najbardziej osobliwe jest nakrycie głowy – kapelusz z piór kurczaka, pawia i koguta, a po bokach lisie ogony. Na szyi miał zawieszony łańcuch z zębów zwierząt lub szczęk gryzoni. W ręku trzymał szpikulec podobny do halabardy. Myślę, że taka postać mogła przepłoszyć z winnicy każdego. Czasami siedział w specjalnie zbudowanej Wieży Saltnera, żeby mieć lepszy ogląd okolicy. W czasie żniw winnica była terenem zamkniętym. Saltnerzy byli bardzo dobrze wynagradzani. Dziś jest to już zawód wymarły. 

Druga postać to człowiek zajmujący się handlem obwoźnym albo raczej obnośnym. 

I w końcu zabawa. W czasie karnawału można było spotkać różne regionalne obchody, w czasie których mieszkańcy występowali w ciekawych strojach. 

W wielu tyrolskich domach spotkać można było piękne ołtarzyki czy specjalne żłóbki z małym Dzieciątkiem Jezus. 

Przedmioty codziennego użytku, na przykład szafy czy skrzynie były pięknie malowane. We wszystkich tych przedmiotach widać poczucie estetyki i chęć stworzenia wokół siebie piękniejszego świata. 

Różnorodne stroje ludowe pokazują, że w rejonie Tyrolu żyło wiele różnych grup, które podkreślały swoją odrębność właśnie w ten sposób. 

Osobną część ekspozycji poświęcono zagadnieniom związanym z dziećmi. Począwszy od sposobów opieki nad kobietą w ciąży poprzez stroje chrzcielne dla dzieci, na zabawkach i sprzętach dla dzieci kończąc. 

Wszystko razem było naprawdę bardzo interesujące. To muzeum nie olśniewa multimedialnymi rozwiązaniami. Eksponaty czekają na nas w gablotkach, tak „po bożemu”. A i tak nie można się oderwać, wszystko jest naprawdę ciekawe. 

Po takiej dawce kultury materialnej pragnie się już tylko jednego – przyrody i świeżego powietrza, najlepiej alpejskiego. 

Trzeba sobie uświadomić, że nawet przy bardzo intensywnym zwiedzaniu zobaczenie wszystkich atrakcji Innsbrucka w ciągu jednego dnia nie jest możliwe. Potrzeba nam tu co najmniej dwóch dni.  Albo lepiej trzech, bo przecież jest jeszcze Zamek Ambras, z długą historią i wspaniałymi zbiorami. 

Można tu obejrzeć Galerię Portretów Habsburgów, namalowanych przez Velazqueza, van Dycka, Rubensa oraz kolekcję rzeźby gotyckiej. W pakiecie jest tez przepiękny park. 

W XIX wieku należał do znanego nam z historii Europy Franciszka Ferdynanda Habsburg-Lotaryńskiego, bratanka cesarza Franciszka Józefa, następcy tronu Austro-Węgier. Został zastrzelony w Sarajewie, co stało się pretekstem do wybuchu I wojny światowej. 

Mnie ta postać historyczna kojarzy się zawsze z historią jego małżeństwa. Wiadomo było powszechnie, że nie darzy wielką estymą pań ”równych mu pochodzeniem”, bo chciał, aby jego żona oprócz błękitnej krwi miała także trochę rozumu. Sam był człowiekiem dobrze wykształconym, w młodości wiele podróżował I to całkiem daleko. Był w Indiach, w Japonii, Singapurze i Australii. Odwiedził Syrię i Stany Zjednoczone. 

Ożenił się z kobieta piękną i inteligentną. Nazywała się Zofia von Chotek. Miała tylko jedną wadę –była zubożałą szlachcianką. Było to prawdziwe uczucie, na ślubie nie pojawił się nikt z arystokracji. Żona następcy tronu całe życie była upokarzana przez dwór wiedeński, ale byli bardzo szczęśliwym małżeństwem. W zamachu w Sarajewie zginęli oboje. 

Innsbruck i okolice są tak piękne, że nie zasługuje na zwiedzanie po łebkach. 

Sprawę kontaktu z przyrodą ułatwi nam kolejka Nordkette. Jest to kolejka szynowa, która z centrum miasta zawiezie nas w sam środek alpejskiej przyrody. Pierwszy przystanek to Seegrube, na wysokości 1905 m n.p.m. A potem już kolejkami gondolowymi można jeszcze wyżej.  

Każdy , kto lubi aktywność fizyczną znajdzie tu miejsce dla siebie. Są tu szlaki trekkingowe na różnych poziomach zaawansowania. W tej części Alp jest pięć głównych pasm górskich: Karwendel, Patscherkofel, Meming, Kalkkogel i okolice lodowca Stubai. Są tu szlaki prowadzące przez doliny i bardzo ambitne szlaki wysokogórskie.  

Innsbruck i okolice to również raj dla fanów rowerów. Mają tu 6 tras o różnym stopniu trudności. Jest tu miejsce dla downhillu i enduro. Dla fanów wspinaczki jest także wiele możliwości via ferrata. Najlepsze w okolicach szczytu Nordkette. 

Znalazło się tu miejsce na snowboard i narty. Doskonałe tereny do jazdy freeride’u i freetour. 

I jeszcze jedna atrakcja. Alpenzoo. Ze względu na miejsce jest związane tematycznie z górami. Żyrafy i słonia tu nie spotkamy. 

Jest tu około 2 tysiące zwierząt, 150 gatunków , których naturalnym miejscem do życia są Alpy. To także placówka badawcza w zakresie ochrony gatunków i edukacyjna. Mieszkają tu niedźwiedzie, bobry, kozice, wilki, żubry, orłosępy i żbiki.  

Jest tu około 2 tysiące zwierząt, 150 gatunków , których naturalnym miejscem do życia są Alpy. To także placówka badawcza w zakresie ochrony gatunków i edukacyjna. Mieszkają tu niedźwiedzie, bobry, kozice, wilki, żubry, orłosępy i żbiki.   

Ułatwieniem dla chętnych jest bilet kombi na Hungerburgbahn, gdzie za mniejsze pieniądze /choć wcale niemałe/ można połączyć wyjazd do zoo i zobaczyć wspaniałą panoramę Alp. 

https://www.busreisen.cc/node/35125

Innsbruck to miasto położone na wysokości prawie 600 m n.p.m . Otaczają go majestatyczne góry. Jest tu miejsce i dla fanów sportów i przyrody, a także dla ciekawych architektury i historii. Życie i status materialny mieszkańców od zawsze jest ściśle powiązany z górami. Z gór żyją. I robią to mądrze. Przedstawiają ofertę dla każdego. Ale od razu uprzedzam, że tu jest drogo. Ale dostaje się produkt dobrej jakości. 

Kiedyś grając w Eurobiznes można było być pewnym sukcesu jeżeli udało się kupić hotel w Innsbrucku. I tak już zostało… 

Bożena

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s